Ta sprawa, którą teraz opiszę, daje dużo do myślenia, szczególnie osobom, mającym zamiar kupić sobie dom.
Zadzwoniła do mnie pani Marta, współwłaścicielka firmy pożyczkowej oraz firmy pośrednictwa kupna i sprzedaży nieruchomości. Poprosiła o spotkanie w sprawie wierności jej męża, Krzysztofa (Kris), którego podejrzewała o zdradę małżeńską. Prowadzili oni swoją firmę od dłuższego czasu i mieli dość dużo naiwnych klientów, którzy zostali oszukani. Firma miała swą siedzibę na ulicy Lawrence w Chicago. Zatrudniała kilku pracowników, pracujących na umowę zlecenie i za tzw. komisowe, a wtedy obowiązuje zasada: im więcej osób skubniesz, tym więcej zarobisz.
Kris zawsze przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji radził się żony. Byli zgranym małżeństwem. Kiedy jednak pojawiły się pieniądze, Kris chciał kupować drogie samochody, a Marta inwestować, bo przestój podczas covidu odczuli i to mocno. Marta poprosiła mnie, żebym sprawdził, czy jest on wiernym mężem, czy oszustem? To, że oszukiwał klientów było normalne, lecz co do związku małżeńskiego…
Tego obawiała się najbardziej.
Wziąłem tę sprawę i zacząłem obserwować Krisa. Po miesięcznym dochodzeniu stwierdziłem, że Kris spotyka się z Barbarą, agentką z innego biura nieruchomości. Powiedziałem o tym Marcie, ale ona stwierdziła, że to nie zdrada, bo Baśka podrzuca Krisowi klientów, a ten odpala jej dolę za każdego przyprowadzonego frajera lub frajerkę. Ja jednak nie spuszczałem z nich oka, bo czułem, że łączy ich coś więcej niż biznes. Przyłapałem ich razem w Northbrook, w restauracji Morton’s The Steakhouse na ulicy Skokie, potem mieli szybki seks na parkingu restauracji. Co mogłem, to nagrałem.
Kiedy pokazałem zdjęcia i filmy mojej klientce, była w szoku. Wstrząśnięta powiedziała: “Panie Marku, z taką wywłoką!? Może i jest młodsza, ale kto chciał, to ją miał!
Podziękowała mi i rozliczyła się, płacąc hojne honorarium.
– Proszę mi powiedzieć, jak wygląda państwa biznes?
– Bardzo prosto: szuka się frajera, który chce kupić dom, i kiedy się go znajdzie, to się go straszy, że nawet gdyby miał historię kredytową super, to będzie ciężko załatwić pożyczkę.
– I co dalej? – zapytałem.
– Nic. Załatwiamy z bankiem, z którym współpracuję, i się mu dowala procenty za załatwienie pożyczki, oprócz tego bank nam płaci. Tak naprawdę to nie powinniśmy brać pieniędzy od klienta, bo od banku bierzemy tzw. komisowe, ale frajerka czy frajer o tym nie wiedzą, więc robimy im przysługę i „walimy” jego czy ją.
– Na ile?
– Na ile się da!
– Przykład?
– Jezu, no na ile? Na minimum 8 tysięcy, ponad dychę.
– I co, nie kapną się? – zapytałem.
– Co? Jeszcze dostajemy bukiety kwiatów i podziękowania za załatwienie pożyczki.
– A co z bankiem?
– Nic. Od banku dostajemy kasę ekstra, za dil. Na ogół klientami są Polacy. Nie wszyscy mówią po angielsku. Wzbudzamy zaufanie. Stosujemy taktykę adwokatów
– Jaką?
– Że będzie ciężko, że pracujemy nad tym cały tydzień. Tylko po to, żeby klienta uspokoić i żeby myślał, jak ciężko załatwić tę pożyczkę. Lukratywny biznes. Około 10 tysięcy na danym frajerze.10 chętnych – około 100 tys.
– Pani Marto, ilu średnio macie klientów?
– Ha, ha, ha! A po co to panu wiedzieć? Panie Marku, przekręcamy na pożyczkach dużo frajerów, ale mamy też własne pożyczki. Trzeba biuro opłacić, procesorów.
– A kto to są procesorzy?
– Osoby, które pracują na Komoszyńskiego i składają papiery do banku.
– Na koniec ostatnie pytanie – co mi pani doradza? Ja, Marek P., chcę kupić dom, potrzebuję pożyczki i gdzie się mam udać? Do państwa biura?
– Zapraszamy! Przekręcimy pana na dychę lub więcej. Jak pan detektyw otworzy drzwi od naszego biura, to tam nie ma sentymentów. Jest pan w potrzasku.
– To gdzie mam się udać?
– Do banku!!! Tam pan załatwi pożyczkę i zapłaci grosze w porównaniu z nami. Zapłaci pan loan service free, grosze.
– To dlaczego ludzie do was przychodzą?
– Bo są głupi i naiwni. Polecają nas biura nieruchomości, bo im płacimy od poleconego frajera.
– Pani Marto, teraz naprawdę ostatnie już pytanie – jakie plany na przyszłość? Rozwód?
– Panie detektywie, nie opłaca mi się rozwodzić z Krzyśkiem. Finansowo się nie opłaca. Przy lepszej okazji sama go zdradzę, a będę z nim, bo co na stare lata będę robić? Zaczynać od nowa? Bez sensu.
– To będziecie dalej zarabiać na rodakach?
– Dlaczego o razu na rodakach? Są Meksyki, są Ukraińcy! Reklamujemy się, gdzie się da! Kto wejdzie za te nasze szklane drzwi, to go przekręcimy!!!
Sprawa Marty i Krysa była banalnie prosta jak ich biznes.
Wnioski? Sami sobie Państwo wyciągnijcie! Życzę udanych inwestycji lub zakupu wymarzonego domu, lecz co do pożyczki na ten dom… Mam sumienie czyste. Ostrzegłem, a decyzja należy do Was.
Polonijny detektyw, Marek Pieprzyk
P.S. Imiona bohaterów i niektóre okoliczności, mogące ich zidentyfikować, zostały zmienione.
Dalsza część artykułu dostępna po zakupie prenumeraty lub tego numeru.
Wykup prenumeratę lub ten numer i czytaj dalej