To wydarzyło się wiele, wiele lat temu. Kiedy o tym pomyślę, wciąż nie mogę uwierzyć, że są ludzkie kreatury, chodzą po ziemi, niszcząc innym życie.
W latach 80. udało się Robertowi dostać wizę do Ameryki. Potrzebne w tamtym czasie zaproszenie załatwił mu kolega Tadek. W chicagowskim, jednym z wielu, biur podróży za okrągłą setkę dolarów załatwił „papier ze złotą pieczęcią”, więc wiza się znalazła. Robert pożegnał swoją młodą, atrakcyjną żonę i dwie małe córeczki. Przysięgał, że leci tylko na chwilę, żeby zarobić i dokończyć budowę domu.
Tadek odebrał go na lotnisku i zawiózł do domu. Mieszkali w pokoju, który Robert wynajmował w bejzmencie. Robert z Tadkiem znali się od podstawówki, byli kolegami. Nie kto inny, tylko Tadek poznał Roberta z Gosią . Gosia była trochę przerażona wyprawą Roberta do Ameryki. Niemyślała, że nie wróci. Bała się tylko, że ktoś go napadnie i zastrzeli. Przed wyjazdem męża miała jakieś dziwne sny, jakby obawy o przyszłość. Ale Tadek tłumaczył i rozwiewał jej obawy. Robert ręczył głową, że Tadek wróci zdrów i cały. Przecież takiej laski, jak Ty Gosiu, mówił Tadek, to w całej Ameryce nie widziałem.
Tadek wciągnął Roberta do fabryki na stanowisko ślusarza i do roboty na sprzątaniu po 4 godziny dodatkowo, kilka razy w tygdniu. Robert oszczędzał pieniądze na wszystkim, byle uskładać upragnioną sumę i wracać do domu, do żony i dzieci. Mijały miesiące, dzień był podobny do dnia, ciągle to samp. W dzień praca, wieczór – spanie i znów praca. W sobotę też praca była do południa, a potem jazda do banku, żeby wpłacić czek. Po południu pranie, zakupy, a w niedzielę kościół i gotowanie.
Pewnej soboty Tadek postanowił, że wyskoczy na drinka z kolegą Marcinem, a potem pójdą na dansing. „Idziesz z nami”, zapytał Roberta. „Wstąpimy na chwilę do Ciszy Leśnej, albo do Cardynala, na Belmoncie. Zobaczymy. Ubieraj się”, powiedział do Roberta.
Na wejście do nocnego klubu Cardinal było za wcześnie więc postanowili udać się do Ciszy Leśnej. Zajechali, zaparkowali, usiedli przy barze. Grał jakiś zespół. Podeszła barmanka, zapytała: „co panom podać?” Daj nam kotku 3 hajbole, tylko bez loda… ha, ha, ha, głupawo zażartował Marcin. Barmanka zmierzyła go pogardliwym wzrokiem. Na to Robert: „chyba się na Ciebie wkurzyła!” Oj tam, oj tam, jak jej dam dobrego typa, to się jej humor poprawi i zacznie się uśmiechać; założysz się ze mną, podsumowal Marcin.
Po wypiciu paru drinków rozmawiali, nie zwracając uwagi na towarzystwo. Podeszły do nich trzy kobiety. „Cześc chłopcy, zatańczymy?”, padła propozycja. „Jasne”, odpowiedział Marcin i pociągnął za sobą Tadka i Roberta. Po godzinie zabawy dziewczyny zaproponowały, aby się przenieść do nich, bo tu za głośno grają, trudno porozmawiać swobodnie. Robert trochę protestował, ale za chwilę zmienił zdanie.
Obudził się w łóżku z Martą. Była kobietą wyższą od niego i jakby gabarytowo większą. Ruda, o wysokim czole i rzadkich włosach. Za to z obfitym biustem. Marta nie wypuściła Roberta z przysłowiowych objęć. Na początku wyglądali śmiesznie. Tadek nabijał się z Roberta, że bzyknął potwora. Robert, ona jest trochę ładniejsza od smoka wawelskiego, tylko tamten ogniem zieje, śmiał się Tadek. Po paru dniach Robert wyprowadził się od Tadka. Dla niego i kolegów stało się jasne, że to nie są żarty, że kroi się coś poważnego. Kiedyś Tadek nie wytrzymał i spotkał się z
Robertem. Co Ty stary odpierniczasz, powaliło cię? Robert, ona jest brzydka. Ja bym ją patykiem nie chciał dotknąć! Facet, grzmiał Tadek, obudź się! Masz w Polsce piękną żonę, śliczne dzieci.
Całkiem cię powaliło, pytał i prosił o opamiętanie.
Po roku okazało się, że Marta jest w ciąży. Urodziła syna. Tadek był załamany, bo on ręczył za Roberta. A ten zakochał się w nieładnej, niemiłej babie, która wygląda jakby jej non stop brakowało powietrza do oddychania! Ciągle jest zasapana, spocona. Masakra dla wzroku!.
Robert zadzwonił do Małgosi, że nie wraca do Polski. Powiedział, że poznał kogoś, że zostaje w Ameryce. Ale jak dobry mąż starał się pocieszyć swoją żonę, mówiąc: „młoda jesteś, atrakcyjna, kogoś sobie znajdziesz.” Potem rozłączył się i zablokował swój numer telefonu. Minęły lata.
Młodsza córka Roberta zachorowała. Gosia była w kłopocie. W końcu dotarła do Roberta z prośbą o pomoc, o pieniądze na lekarstwo dla córki. Błagam Cię, mówiła: „Robert, bądź dobrym tatą, przyślij dwa tysiące na lekarstwo dla naszej córki, bo w Polsce go nie ma, można tylko zamówić w Angli”. Na to Robert: „widzisz Gosiu, jakby ci to powiedzieć, w Ameryce jest tak, że jak potrzebujesz pieniędzy, to idziesz do banku”. A Gosia: „ty łobuzie, nie płaciłeś na dzieci ani grosza, nie dochodziłam od ciebie almentów, a teraz żałujesz swojemu dziecku na lekarstwo?”
W odpowiedzi od Roberta usłyszała: „kobieto, mam teraz syna, ma na imię Artur, są wydatki, a wam zostawiłem dom. Radź sobie sama, daj mi spokój i nie dzwoń!
Mijały lata od czasu gdy Robert zostawił swoją rodzinę w Polsce. Pewnego dnia dostałem telefon z Myślenic, niedaleko Krakowa. Zadzwoniła do mnie córka Gosi i Roberta. Postanowiła odnaleźć tatę i zaprosić go na ślub i wesele do Polski. Tak to jest drodzy państwo! Porzucona córka zaprasza ojca na swoją uroczystość. I zdaje się nie pamiętać, że kiedy była chora, to on nie wysłał jej pieniędzy na leki! Jako detektyw nie miałem problemu ze znalezieniem Roberta w Ameryce. Podałem jej adres i aktualny numer telefonu. Dziewczyna opowiedziała mi całą historię i zapłaciła za usługę. Byłem tak poruszony, że odesłałem jej pieniądze z dopiskiem: „to jest prezent ślubny od polonijnego detektywa!”
Odnalazłem też Tadka, kolegę Roberta. Zadzwoniłem do niego aby porozmawiać. Okazało się, że ukradł parę rzeczy w sklepie, a po zakończeniu sprawy był deportowany do Polski. O Robercie nie chcciał mówić, oprócz tego, że żałował swojej decyzji, kiedy zaprosił go do Ameryki. Muszę z tym żyć, mówił Tadek. Nie wiem jak spojrzę Gosi w oczy; zapieprzyłem na całego. Żałuje, ale czasu nie cofnę.
Ciekawość mnie zżerała, więc zadzwoniłem do tej mojej klijentki z pytaniem, czy wesele się udało. Nie, nie udało się panie Detektywie. A co, tatuś nie przyjechał, dopytywałem. Na to córka Roberta: „proszę sobie wyobrazić, że przyjechał. Na palcach miał dwa sygnety, na szyi złoty łańcuch z krzyżykiem, na ręku zegarek ze złotą bransoletą. Zamieszkał u kuzyna. Za dwa dni przyjechała jego kochanica. Panie detektywie, przeżyliśmy koszmar. Proszę sobie wyobrazić, że ona przyszła na wesele! A przecież jej nie zapraszałam. Czy pan sobie może wyobrazić, jak się czuła mama? „Amerykanka” rzuciła się na jedzenie, bawiła się i tuliła do taty. No, mówię panu, był to jakiś koszmar!” Zapytałem więc, dlaczego Jej nie wyprosiliście z imprezy? Na to córka: „ale jak mieliśmy to zrobić? Było pełno ludzi, znajomych, gości, nagrywaliśmy video, więc jak było ją wyprosić?! Nienawidzę jej! A co najgorsze, to fakt, że moja mama dalej kocha tego swojego mężusia! Dla mnie – szok!” Powiedziałem tylko: ”przykro mi” i skończyłem rozmowę.
Po dwóch latach zadzwonił telefon. Nowy klient zapytał: ”Panie Marku , czy Pan jest tym polonijnym detektywem?” Tak, jestem, odpowiedziałem. I znów pytanie: „czy pan jest z Krakowa?” Tak, odparłem, w czym mogę pomóc? „Proszę pana, szukam dobrego adwokata w Krakowie, ale takiego skutecznego., znaczy żeby załatwił po mojemu. Chciałem podzielić majątek z byłego małżeństwa, konkretnie należy mi się co najmniej pół domu. Mieszkają w nim dwie moje córki i ta moja ex, była żona. Poza tym chciałbym zaskarżyć moje córki o alimenty dla mnie, bo należy mi się wsparcie, jako ojcu w niedostatku. Prawda, panie detektywie?”
Czy pan ma na imię Robert, zapytałem. Tak, mam na imię Robert, no to zgadza się jak o panu mówią, że z pana bardzo dobry detektyw…panie Marku!
Posłuchaj człowieku, zacząłem całkiem spokojnie… ale Ty nawet nie jesteś człowiekiem, jesteś kanalią, bydlakiem; tak sę składa, że znam całą sprawę, bo to ja pomogłem twojej córce znaleźć ciebie! Na to on: „a ja zastanawiałem się jak mnie odnalazła!”
Powiedz mi jedno: czy był w twoim życiu moment refleksji, kiedy zostawiłeś swoją rodzinę? Czy była cjhwila, że o nich pomyślałeś? I ty masz teraz czelność dzwonić do detektywa? Oczekujesz pomocy? Chcesz się procesować z rodziną, która zostawiłeś w Polsce? Spadaj! Wstrętny bydlaku. Jeżeli czytasz teraz i domyślasz się, ze to Twoja historia, to wiedz, że karma wraca i ciebie też spotka coś równie przykrego, albo i gorzej. I jeszcze jedno, ty zawsze pozostaniesz dla nas TATĄ…tatusiem z piekła rodem!
P.S. Imiona bohaterów i niektóre okoliczności, mogące ich zidentyfikować, zostały zmienione.
Dalsza część artykułu dostępna po zakupie prenumeraty lub tego numeru.
Wykup prenumeratę lub ten numer i czytaj dalej